Windows Vista? Zmniejszyć partycję i postawić Ubuntu
Ten tekst pisałem miesiąc temu, ale nie miałem od tamtego czasu sposobności aby go opublikować. Plan był prosty. Na świeżo wypakowanym notebooku Della była zainstalowana Vista Home Premium – na jednej partycji, zajmującej cały dysk. Zaplanowałem zmniejszenie partycji do minimum, a następnie pozostawienie jej na później (w dalszym zamyśle – na nigdy), na reszcie dysku instalując Linux Ubuntu. Po kilku pierwszych czynnościach, próbach wykonania czegokolwiek, lekko sfrustrowany, zacząłem pisać tekst, który bardzo szybko przybrał na sile i urósł do rozmiarów tego wpisu
Myślę, że produkt Microsoft Windows 7 zrecenzuję pod kątem wykonania podobnych czynności niebawem, ponieważ Microsoft dał mi prawo do darmowego upgrejdu Visty
Microsoft Windows Vista Home Premium
Świeży, preinstalowany system przez Della, zajmuje 30 GB. Windows XP z grami, pakietami Office i wieloma innymi aplikacjami zbieranymi przez lata, z tego co pamiętam, na partycji 25 GB miał jeszcze trochę miejsca. Ubuntu do swobodnej pracy, pomieści się na 10 GB i będzie miał jeszcze zapas. Ba, można go uruchomić nawet z 1 GB pendrive’a z persistent storage (tzw. trwały dysk – zapisywane dane pozostają obecne nawet po restarcie).
Pierwsze kliknięcia
Wybierając Komputer / Zarządzaj (zatwierdzając monit UAC), a tam Menadżer dysków – mamy możliwość zmniejszenia rozmiaru partycji. Tutaj zaskoczenie, minimalnym rozmiarem partycji systemowej (przy zajętości dysku 30 GB) okazuje się 150 GB. Cóż. Wybrałem ów minimalny rozmiar, zatwierdziłem zmiany, komputer przez chwilę się wytężał, aby ostatecznie pojawił się komunikat Odmowa dostępu. Ponowna próba dała ten sam rezultat.
Dalsze kliknięcia
Postanowiłem walczyć dalej. Znalazłem darmowe oprogramowanie do zmiany rozmiaru partycji – EASEUS Partition Master Home Edition – łudząco przypominający program Partition Magic czy GParted. Niestety. Tutaj również poległem. Jak się okazało, ów oprogramowanie w wersji darmowej jest dostępne jedynie na wersję 32-bitową systemu. Za 64-bitową należy już zapłacić. To że 64-bitowy system nie jest w stanie poradzić sobie z aplikacją 32-bitową uważam również za porażkę architektów tego bądź co bądź – komercyjnego systemu.
Zdalne wsparcie administracyjne w oparciu o RealVNC również nie jest możliwe o ile UAC jest włączony – kiedy tylko pojawia się monit UAC o autoryzację wykonania danej operacji, RealVNC jest rozłączane. Po ponownym połączeniu nie ma możliwości pracy na tym oknie poprzez RealVNC. Jest to oczywiście niesamowity sukces separacji, jak dla systemu, który był tworzony na bazie środowiska graficznego.
Ostatecznie zdecydowałem się na wykorzystaniu Ubuntu Live CD i GParted’a. Jaki będzie efekt dowiem się za 7 minut. Aktualizacja: Po ponownym restarcie Visty, pojawiło się Narzędzie do naprawy systemu podczas uruchamiania pokazujące komunkat „Trwa próba naprawienia…” – próba trwała godzinę – przez ten czas nie było nam dane dowiedzieć się czy proces ten coś robi, czy się zawiesił. Zadnych szczegółów. Nic. A jednak! Vista odniosła sukces i wstała! Przypominają mi się tutaj narzekania użytkowników Gnome’a pod Linuxem, że jest mało opcji itp. Z tego co pamiętam, a Gnome używam na codzień – jeśli w jakiejś aplikacji trwa dłużej wykonywana czynność – zawsze istnieje możliwość zobaczenia szczegółów. Panowie z Visty powinni spróbować zgapić to tak samo jak ten widget zegarka
Coś mnie tchnęło i spróbowałem zainstalować jeszcze VirtualBox‘a. Oczywiście pojawiło się kilka monitów UAC, tak jakby jeden nie wystarczał… Ostatecznie sam instalator zdecydował, że dalej nie zabrnie, mimo kolejnych autoryzacji i zażyczył sobie za pośrednictwem kolejnego monitu, uruchomienie instalatora na prawach administratora. W takim momencie wystarczy nacisnąć Naprawa instalacji i zrobione. Postęp jest. Kiedyś było dalej, dalej, dalej. Teraz trzeba coś przeczytać i klikać w większej ilości
miejsc.
Wrażenia okiem użytkownika Ubuntu
Opiszę jeszcze swoje wrażenia, jako człowieka pracującego na codzień na Linux Ubuntu. Szczerze współczuje użytkownikom Visty. Kilka na pozór łatwych czynności naprawdę mnie zmęczyły (fakt, były też zaawansowane, czyli takie które… właśnie ni stąd ni z owąd, pojawił się kolejny ekran autoryzacji UAC. Java się chce aktualizować… kontynuuj… czyli takie które mogą zainstalować wirusa w sterownikach urządzenia). Swoją drogą, takie wtrącenia są wkurzające, prawda?
Pod Linuxem Ubuntu wykorzystuje się sudo. Ma ono bardzo prostą właściwość włączoną domyślnie – jeśli trzeba wykonać jakąś czynność na uprawnieniach administratora – monit pojawia się raz. Jeśli w określonej ilości czasu miałaby nastąpić ponownie sytuacja z potrzebą uruchomienia danej czynności na administratorze, jest ona uruchamiana. Dopiero jeśli ten czas się skończy, użytkownik musi się ponownie zautoryzować. Na dodatek nie jakimś głupim kliknięciem, tylko podając hasło do swojego konta.
W tzw międzyczasie dowiedziałem się jeszcze, że Vista nie ma profili sprzętowych, czyli próba uruchomienia systemu za pomocą środowiska zwirtualizowanego na tym samym, fizycznym dysku twardym jest poważnym proszeniem się o kłopoty.
Jako, że moje dotychczasowe doświadczenia z Vistą opierały się o wsparcie telefoniczne dla jej użytkowników, głównie w kwestiach uruchomienia sieci (a w zasadzie ewentualnego aktywowania ustawień DHCP), miałem okazję doświadczyć już problemów ze stosem IPv6 w tym systemie. Wygląda na to, że we wczesnych, nie aktualizowanych Vistach, jeśli użytkownik ma aktywowane IPv6 na interfejsie, nie uzyska adresu IPv4 od serwera DHCP. Takich przypadków miałem już kilka, co dość mizernie świadczy o tym systemie operacyjnym. Stos IP jest jest podwaliną na której można budować bezpieczny system. Jeśli ów stos kuleje, bezpieczeństwo systemu nie jest już tak istotne.
Podsumowanie
Nie wiem jak Wy oceniacie ten system, ale dla mnie, kierunek rozwoju platformy Microsoftu jest lotem koszącym. Nie wiem czego można się spodziewać po Windows 7, ale z tego co widziałem, wiem, że czeka mnie więcej telefonów od zagubionych dusz, które nie potrafią doklikać się do ustawień połączeń sieciowych. Złożoność systemu powinna rosnąć, ale nie w ten sposób. Przejście powinno być płynne. Bez rewolucji. Skoro architekci Windowsów tyle natchnienia czerpią z graficznych środowisk Linuxowych, to powinni zainteresować się tym, czy złożoność interfejsu oraz ilość „pokręteł” jest dla użytkowników problemem czy błogosławieństwem. Historii na ten temat nie trudno znaleźć. Przykładowa – sam Linus Torvalds, który stworzył pierwszego kernela Linuxowego, nie raz miał okazję się już przesiadać między Gnome, KDE i spowrotem
Koniec anonimowości w Internecie?
Przez wszelkie możliwe media tydzień temu przetoczyła się dyskusja na temat anonimowości w Internecie oraz jaka to ona jest zła. Wszystko zaczęło się od… kobiety
a dokładnie – kapitana żeńskiej reprezentacji polski w siatkówce – Doroty Świeniewicz.
Pani kapitan oświadczyła, że kończy karierę ponieważ nie może znieść wyzwisk pod jej imieniem na portalach Internetowych – wolne żarty! Kariera zawodowa pani kapitan jest jednoznacznie związana z popularnością i rozpoznawalnością. Powinna liczyć się z tym, że nie każdy będzie jej ślepo oddany. Wina Internautów? Bzdura. Z własnego doświadczenia wiem, że nawet administrator sieci dla tysiąca użytkowników też musi radzić sobie z tym, że mimo własnej woli słyszy negatywne opinie na temat swojej pracy, ale co ma zrobić – musi z tym żyć.
Każdy z nas jest istotą w jakimś stopniu egocentryczną – oraz, jakby na to nie patrzeć – społeczną. Zwracamy uwagę na to jak jesteśmy postrzegani przez innych. Są udokumentowane przykłady, że wystarczy odpowiednio połechtać człowieka, aby odwrócić mu świat do góry nogami. Jeśli faktycznie dla pani kapitan nie było racjonalnego powodu dla którego zrezygnowała z dalszej kariery – pewnie miała po prostu gorsze dni (może trwało to dłużej) i nie radziła sobie z własną psychiką. Cóż. Na pewno nie byli temu winni Internauci.
Jeden redaktor postanowił skorzystać z okazji i się wypromować
Redaktor Jacek Żakowski w radiu TOK FM przygotował na temat cenzurowania portali Internetowych audycje. Zaprosił gościa do studia, drugiego trzymał na telefonie, wydrukował sobie znaleziony wcześniej jakiś prostacki cytat który przeszedł moderacje i próbował z tego zrobić aferę. Panowie zaproszeni do audycji byli zresztą nastawieni na odpieranie tego rodzaju ataków o czym świadczyło ich przygotowanie. Szkoda, bo mogli rozmawiać o tym, w jaki sposób można coś z tym robić.
Pan redaktor Żakowski z drugiej strony, przygotowany nie był wogóle. Powinien zastanowić się, zapytać jakiegoś specjalistę wcześniej – jakie są trendy na tego rodzaju portalach, jakie serwisy powstają wokół – ktoś powinien powiedzieć mu np. o Wykopie i o tym jak tam użytkownicy sami mogą oceniać komentarze, które swoją drogą są na wiele wyższym poziomie niż takich Onetach, Money.pl czy im podobnych.
Reakcja po audycji była bolesna. Media się poruszyły – od blogów, na których informacja zwykle pojawia się najpierw, po portale – wszędzie były te bzdury. Większości się to nie spodobało, ale nikt tej marnej dyskusji nie wyśmiał. Ktoś nawet stworzył serwis z opisem zasad według których powinien żyć komentujący Internauta – Internet bez ch@mstwa – ludzie, na Boga – szanujmy się. Czy przeszkadzają Wam komentarze na Onecie? Ktoś z Was je czyta? Ja nie. Często jednak czytam te na Wykopie. Są dłuższe
ale zwykle z klasą. Jeśli jednak nie są z klasą to wiem, że zostałem ostrzeżony i nie ma co ich rozwijać, bo trafia się na weteranów komentowania z Onetu – przykładowo tych:

Co się później działo – telewizja i wypytywanie o zdanie ludzi z ekipy rządzącej. Telewizja jak to telewizja – za punkt honoru miała to, żeby pokazać, że jest w stanie coś zdziałać… i zdziałała. Pech chciał, że na tą chwilę w ekipie dominują ludzie nie potrafiący podjąć najprostszej… nawet błędnej decyzji. Ktoś tam odważniejszy z góry, z MSWiA wpadł na pomysł aby zmusić portale do dokładniejszej cenzury. Rewelacja. Już miałem nadzieję, że powiedzą, że zapłacą im za to – jeśli tak by było to sam bym otworzył portal
Niestety – jak można byłoby się spodziewać – pomysł upadł.
Względy technologiczne
Czytając wpisy na blogach traktujące o pomysłach walczenia z anonimowością, brakowało mi wpisu, w którym ktoś zrobiłby zestawienie – gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy, jakie mamy teraz możliwości technologiczne, aby uchronić swoje oczy przed komentarzami na niskim poziomie. Spróbuję zatem coś takiego popełnić.
Wspominano o moderacji, panowie z portali podczas rozmowy w audycji TOK FM mówili, że takowa istnieje. Paweł Opydo, pracujący w Interii, na swoim blogu wspomniał nawet, podczas dyskusji, że wszystkie większe portale prowadzą premoderację. Jak jednak ona działa mieliśmy się okazję przekonać w audycji. Nie trzeba mieć bujnej wyobraźni, żeby zdać sobie sprawę z kosztów realnej pracy takich systemów – trzeba mieć aplikację wieloużytkownikową, logowania/wylogowania operatorów cenzurujących, możliwość bardzo szybkiej premoderacji w czasie rzeczywistym. Taki system dużo kosztuje, biorąc pod uwagę przede wszystkim pensje dla cenzorów. Jak dla mnie – odpada.
Wspomniałem już o systemie oceny komentarzy – pracuje to z powodzeniem w takich serwisach jak Linuxnews (strzelam, dawno tam nie byłem, ponieważ mają tam moderację artykułów, nie moderując RSS’ów – o jedno 404 za daleko i przestałem ich subskrybować), lub Wykop. System o dziwo – sprawdza się świetnie i nic nie kosztuje. Żaden większy portal chyba tego nie ma, a szkoda. Gdyby któryś portal zdecydował się na wprowadzenie takiego systemu – niech przy okazji pomyślą nad poprawą sposobów wyświetlania komentarzy, bo to co do tej pory widziałem jest baardzo słabe.
Co dalej – prosta sprawa – osoba która odwiedza portal, trafia na dużą ilość reklam, żartuje! – chodziło oczywiście o treści
Komentarze pod tekstem nie są dość przyjemne. Wpływ innych czytelników w treść jest minimalna. To aspekt psychologiczny – użytkownik może czuć się wyobcowany. Może się poczuć tak jakby sam był w galerii handlowej. Wszystko wokół jest dla niego – on jest panem. Więc robi co mu przyjdzie do głowy i nawet nie zastanawia się jak zostanie to odebrane przez innych. Ani aktywność „ochrony” nie rzuca się w oczy, ani inni użytkownicy. Słowem – brakuje możliwości raportowania nadużyć innych. „Surfowanie” w przeglądarce umożliwia zarządzającym danym serwisem Internetowym całkiem precyzyjne śledzenie czynności danego użytkownika – to nie jest technologia rakietowa – sesje zaimplementować potrafi przeciętny programista, a większość nowoczesnych frameworków oferuje to w standardzie. Jeśli więc na dany portal trafi rozjuszony niedowartościowany człowiek i pozostawi podczas jednej sesji kilka komentarzy – można oprogramować dany serwis tak, że jeśli któryś z nich zostanie zaraportowany – wszystkie z danej sesji zostaną ukryte.
Odchodząc od konkretnych serwisów – co mogą robić operatorzy. Niby wiele, ale tak naprawdę to nic poza logowaniem. Często jednak takie logi są niewiele warte. Do momentu, kiedy Internet nie zrezygnuje z IPv4, operatorzy nie zaczną poważnie traktować bezpieczeństwa sieci WIFI w ich urządzeniach które dają swoim klientom – żadnemu Internaucie nie będzie można udowodnić, że to tak naprawdę on robił dane rzeczy na konkretnych serwisach. IPv6 – jest już coraz bliżej, ale niestety strasznie daleko. Póki co mamy domowe routery, podsieci lokalne i maskarady – nic z tego nie sprzyja „zakończeniu anonimowości w Internecie”
No i na koniec - aplikacje filtrujące treści na komputerach osobistych. Witamy w Chinach? Nie, w Polsce to nie przejdzie, ponieważ oprogramowanie musiałoby działać na każdym systemie operacyjnym, byłoby zbyt drogie jego utrzymanie, a wątpliwe jest bardzo, żeby ktoś mógł zmusić obywateli do wprowadzenie do domu konia trojańskiego rodem ze świata Orwella. Jest u nas demokracja na szczęście i ja wybieram pracę na systemie Linux Ubuntu. Nikt mnie nie zmusi do systemu Microsoft Windows. Jeśli by próbował – są w naszej wspaniałej Unii różnego rodzaju trybunały
