Instalacja Linux Ubuntu 9.04 na pendrive USB

supertalent-pico-c-pendriveTemat ten był już poruszany na blogach i serwisach traktujących o Linux Ubuntu nie raz, nie jest to żadna nowość, ale ten wpis będzie mi potrzebny, aby się do niego odwołać niebawem.

Mamy już technologię ;) umożliwiającą nam pracę na systemie operacyjnym zainstalowanym na własnym nośniku USB. Można go zabrać wszędzie i wystarczy w miarę współczesny komputer z możliwością ładowania systemu po USB. I co najważniejszeto co zrobimy w systemie, wystartowanym z takiego nośnika USB – w przeciwieństwie do wersji Live startowanych z płyt CD / DVD – pozostanie obecne nawet po restarcie.

Ta właściwość nazywa się persistent storage – czyli trwały dysk. Jeśli zainstalujemy sobie program, umieścimy skrót, zapiszemy dokument – po restarcie, nie ważne czy na tym samym komputerze czy innym – ów zmiana dalej będzie widoczna. To właśnie dzięki temu – warto mieć taki nośnik.

Co więcej – na nośniku możemy mieć też zapisane inne dane, o ile tylko mamy na nim jeszcze jakieś wolne miejsce :)

Wymagania

Do instalacji systemu Linux Ubuntu na pendrive, wystarczy nam nawet 2 GB nośnik USB sformatowany w systemie FAT (rekomendowane FAT32, jeśli chcemy zapisać na nim plik trwałego dysku większy niż 4 GB).

Będzie nam potrzebny również komputer z systemem Microsoft Windows – albo zainstalowanym klasycznie, albo jako maszyna wirtualna (która musi obsługiwać USB).

Przygotowanie i instalacja

Jeśli powyższe wymagania udało się nam spełnić – zabieramy się do roboty – na dysku twardym (to ważne, bo jeśli wrzucimy to od razu na pendrive’a, to skrypt instalacyjny sobie nie poradzi) swojego komputera tworzymy sobie katalog, do którego ściągamy następujące pliki:

U904p.exe

Ubuntu 9.04 ISO

Jeśli chcemy mieć większy trwały dysk niż domyślny – 1 GB – pobieramy jeden z tych: 2 GB, 3 GB, 4 GB lub tworzymy swój własny.

Kiedy już mamy wszystko – uruchamiamy U904p.exe. Jest to archiwum samorozpakowujące się. Po jego rozpakowaniu, wrzucamy plik iso Ubuntu oraz ewentualnie – pobrany i rozpakowany trwały dysk.

Teraz wystarczy tylko sprawdzić literkę dysku, pod którą znajduje się nasz pendrive, bo zostaniemy o to za chwilkę zapytani i uruchomić U904p.bat z katalogu U904p.

To w zasadzie wszystko – po restarcie z włożonym dyskiem USB do komputera, kiedy na ekranie zaczną pojawiać się pierwsze komunikaty, wciskamy kilkukrotnie klawisz F12 – powinno pojawić się menu z pytaniem z którego napędu chcesz wystartować system. Wybieramy nasz dysk USB.

Źródło: http://www.pendrivelinux.com/usb-ubuntu-904-persistent-install-windows/

Pendrive na obrazku powyżej to Super Talent Pico C. Dostępne są metalowe, niklowane oraz złocone o pojemnościach 2GB – 32GB. Przy pierwszym użyciu już widać, że wkładanie go do portu USB sprawia, że pojawiają się na nim rysy i dość topornie się go wkłada/wyciąga. Kończę go recenzować bo mi to nie wychodzi ;) Generalnie – nie żałuję zakupu.

Moja recenzja e-papierosa

e-papieros

Ostatnimi dniami we wpisie pół żartem pół serio – Unboxing tajemniczego przedmiotu, przedstawiłem sesję zdjęciową z rozpakowania e-papierosa, którego sobie kupiłem. Nadszedł teraz czas, żeby go dokładniej zrecenzować.

Zacznijmy od początku – więc… rzuciłem palenie :) Nie, serio… rzuciłem. Byłem na bioprądach czy czymś takim, zapłaciłem 80 zł i odechciało mi się palić. Przez ponad miesiąc nie zapaliłem. Po tygodniu poprawiło się samopoczucie, po trzech tygodniach wrócił lepszy smak i węch.

Niestety, czasami np. po tym jak mocno dałem sobie w kość na rowerze, padając z nóg pojawiała się z nikąd myśl „ile dałbym za jednego macha” ;) Jak wieczorem trafił się film akcji, w którym przepoceni, zakrwawieni bohaterowie sięgają po papierosa i zaciągają się z taką przyjemnością… Ech ;) Sniło mi się później palenie całą noc. Niestety – palę od 10 lat i po prostu potrzebuję czasami poczuć coś na oskrzelach.

Po jednej z nocy, gdzie śniło mi się palenie – jakoś przypomniałem sobie jak ktoś kiedyś wspomniał o e-papierosach. Dwa dni spędziłem przeglądając YouTube’a, Allegro, kilku serwisów i fora o e-paleniu. Dowiedziałem się wystarczająco dużo, żeby się skusić.

Zasada działania e-papierosa jest w miarę prosta – pociągając powietrze przez ustnik aktwuje się bateria, czego znakiem jest zapalenia się diody na jej końcu. Bateria uruchamia atomizer, który, jeśli jego końcówka ma styczność z e-liquidem, substancją bazującą na glikolu propylenowego, rozpyla ją, tworząc parę, wyglądem przypominającą dym. Nic się nie spala. Zamiast 4000 substancji trujących, podobno nie przyjmuje się żadnej. O aspektach szkodliwości glikolów można poczytać tutaj. Nikotyna – która może być obecna w e-liquidzie – jest przyjmowana w postaci pary wodnej i trafia do mózgu po 7 sekundach od zaciągnięcia. Można sobie to wytłumaczyć w ten sposób, że jest przez organizm przyjmowana niczym reklamowana „lecznicza nikotyna” z plastrów Nicotine czy innych.

Wybrałem sobie markę, model, poszukałem dystrybutorów – okazało się, że jest w Katowicach człowiek, który to sprzedaje. Pojechałem i kupiłem.

Pierwsze wrażenia

Kupiłem e-papierosa firmy Joye, model 306.

Za pudełko zawierające:
- dwie baterie
- dwa atomizery
- ładowarkę sieciową
- 5 wkładów
- instrukcję obsługi
- gwarancję (3 miesiące)

unboxing-joye-306-4

czyli w zasadzie dwa kompletne e-papierosy, z jedną ładowarką, zapłaciłem 200 zł. Dostałem od sprzedawcy dodatkowo wydrukowaną na papierze A4 instrukcję oraz wygięty spinacz. Odbierając spinacz usłyszałem, że jest to podstawowe narzędzie do obsługi papierosów :)

unboxing-joye-306-7

Po zdjęciu wkładu z e-papierosa, atomizer jest wkręcony do baterii. Wkład zawiera mały pojemniczek wypełniony wato-podobną, nasiąkniętą e-liquidem kuleczką :) Po włożeniu pojemniczka do wkładu, nakładamy to na atomizer i już możemy palić.

Wystarczy pociągnąć. Nic nie trzeba włączać. Kończymy palić – odkładamy go na bok. Żadnego popiołu, nie da się niczym oparzyć.

Podczas ciągnięcia, zapala się dioda imitująca żar, pojawia się dym, czuć smak. Smak jest inny niż zwykłych papierosów. Marlboro MED (o średniej zawartości nikotyny) smakuje trochę cytrynowo. Jeśli ktoś palił kiedyś fajkę – e-papieros to coś pomiędzy papierosem, a fajką – można się zaciągnąć do płuc, a z drugiej strony, jeśli pociągniemy jeden raz za drugim, tylko do ust, nie do płuc – czuć naprawdę dobry smak… Dobry, ale słabszy niż z analogów (tak e-palacze określają zwykłe papierosy ;) ). Dym – cóż – kiedy zaciągamy się do płuc jest wyraźnie mniejszy. Chyba, że dopiero co nasączyliśmy wkład e-liquidem, ale o tym później. Bateria po naładowaniu wystarcza na 200 pociągnięć. Ładuje się około 1 godziny.

Aby odkręcić baterię od atomizera – wystarczy przycisnąć wkład i odkręcić. Nie zdarzyło mi się, żebym się z tym szarpał. Odkręcona bateria od atomizera z wkładem to sugerowana metoda przenoszenia e-papierosa.

Dodatkowe zakupy

joye-306-3

Za pierwszym razem nie udało się kupić wszystkiego. Nabyłem jeszcze e-liquid Marlboro LOW, bodajże 30 ml – 40 zł oraz ładowarkę USB za 25 zł. Można jeszcze kupić ładowarkę samochodową, ale ładowarka sieciowa ma wejście na 12V więc prawdopodobnie wystarczy jedynie przejściowka, aby używać jej w samochodzie.

Jeśli o e-liquidy chodzi – mamy różne smaki oraz różną zawartość nikotyny: ZERO – brak, LOW – minimalna, MED – średnia, HIGH – wysoka. Póki co dotarły do mnie odrobine sprzeczne informacje odnośnie zawartości nikotyny i smaku. Na Allegro można kupić dowolny smak, wraz z Tabacco oraz Marlboro jako ZERO czyli bez nikotyny. Mój sprzedawca twierdzi, że te dwa smaki zaczynają się od LOW, a ZERO są np. cytryna czy truskawka. Muszę się w tym temacie dodatkowo rozeznać.

Nie kupiłem jeszcze żadnego etui. Myślę jednak nad czymś bardziej nietypowym, bo do standardowego etui nie zmieści się pojemniczek z e-liquidem. Moje papierosy trzymam jeszcze w oryginalnym opakowaniu. Aby nie męczyć się z ich wyciąganiem (do tego spinacz był równie przydatny co do procesu napełniania wkładu), moja przyjaciółka podsunęła mi pomysł, aby zastosować wstążkę (wstążki się bierze od kobiet, nie pytajcie mnie skąd one je biorą, ja jestem techniczny):
joye-306-1

Wrażenia i różnice

Rewelacja :) Można sobie pociągnąć w samochodzie, biurze. „Dym” nie ma zapachu. W samochodzie sprawdza się naprawdę super. Można palić w czasie jazdy, kiedy trzeba wykonać manewr – rzucam go na fotel, między nogi. Ktoś mi powiedział, że wyrabiam sobie zły nawyk, ale cóż :) Wyrabiam też inne – przykładowo – e-papieros jest trochę cięższy od zwykłego papierosa dzięki baterii, dlatego inaczej go trzymam – za okolice diody. Teraz stwierdzam, że jeśli papieros byłby dłuższy – nie byłoby źle… A większość e-papierosów jest dłuższa. W samochodzie przykładowo – nie musiałbym do popielniczki wkładać chusteczki, żeby mieć pewność, że nie będzie mi wpadał do środka.

joye-306-2

Po tygodniu e-palenia

Nie wróciłem do zwykłych papierosów i nie zamierzam. Nie odczuwam potrzeby palenia więcej, ale coraz bardziej mam ochotę zakupić kilka dodatkowych e-liquidów i z nimi poeksperymentować. Odwiedzę kilka stoisk, m.in w M1 i Silesii, może pojadę do Bytomia bo znalazłem jednego handlarza tanich e-liquidów na Allegro. Zobaczymy. Myślę, że jeszcze coś o e-paleniu napiszę.

Z tego co czytałem w Internecie – bardzo dużo osób doradza e-papierosa DSE 901 – kosztuje około 130 zł – jest trochę dłuższy – przez inną budowę atomizera, ale ponoć dzięki temu świetnie się dymi. Zastanawiam się czy nie uzupełnić swojego zestawu o coś takiego… Póki co – skoncentruję się jednak na e-liquidach :)

Unboxing tajemniczego przedmiotu

Gorączka ostatnio nastała na dokumentowanie czynności rozpakowywania różnego rodzaju sprzętów ;) Jako, że kupiłem całkiem ciekawy gadżet – nie obędzie się bez kilku zdjęć :)

unboxing-joye-306-1unboxing-joye-306-2unboxing-joye-306-3

unboxing-joye-306-4unboxing-joye-306-5unboxing-joye-306-6

Więcej szczegółów oraz moja wstępna recenzja pojawi się w następnym wpisie.