Moja recenzja e-papierosa
Ostatnimi dniami we wpisie pół żartem pół serio – Unboxing tajemniczego przedmiotu, przedstawiłem sesję zdjęciową z rozpakowania e-papierosa, którego sobie kupiłem. Nadszedł teraz czas, żeby go dokładniej zrecenzować.
Zacznijmy od początku – więc… rzuciłem palenie
Nie, serio… rzuciłem. Byłem na bioprądach czy czymś takim, zapłaciłem 80 zł i odechciało mi się palić. Przez ponad miesiąc nie zapaliłem. Po tygodniu poprawiło się samopoczucie, po trzech tygodniach wrócił lepszy smak i węch.
Niestety, czasami np. po tym jak mocno dałem sobie w kość na rowerze, padając z nóg pojawiała się z nikąd myśl „ile dałbym za jednego macha”
Jak wieczorem trafił się film akcji, w którym przepoceni, zakrwawieni bohaterowie sięgają po papierosa i zaciągają się z taką przyjemnością… Ech
Sniło mi się później palenie całą noc. Niestety – palę od 10 lat i po prostu potrzebuję czasami poczuć coś na oskrzelach.
Po jednej z nocy, gdzie śniło mi się palenie – jakoś przypomniałem sobie jak ktoś kiedyś wspomniał o e-papierosach. Dwa dni spędziłem przeglądając YouTube’a, Allegro, kilku serwisów i fora o e-paleniu. Dowiedziałem się wystarczająco dużo, żeby się skusić.
Zasada działania e-papierosa jest w miarę prosta – pociągając powietrze przez ustnik aktwuje się bateria, czego znakiem jest zapalenia się diody na jej końcu. Bateria uruchamia atomizer, który, jeśli jego końcówka ma styczność z e-liquidem, substancją bazującą na glikolu propylenowego, rozpyla ją, tworząc parę, wyglądem przypominającą dym. Nic się nie spala. Zamiast 4000 substancji trujących, podobno nie przyjmuje się żadnej. O aspektach szkodliwości glikolów można poczytać tutaj. Nikotyna – która może być obecna w e-liquidzie – jest przyjmowana w postaci pary wodnej i trafia do mózgu po 7 sekundach od zaciągnięcia. Można sobie to wytłumaczyć w ten sposób, że jest przez organizm przyjmowana niczym reklamowana „lecznicza nikotyna” z plastrów Nicotine czy innych.
Wybrałem sobie markę, model, poszukałem dystrybutorów – okazało się, że jest w Katowicach człowiek, który to sprzedaje. Pojechałem i kupiłem.
Pierwsze wrażenia
Kupiłem e-papierosa firmy Joye, model 306.
Za pudełko zawierające:
- dwie baterie
- dwa atomizery
- ładowarkę sieciową
- 5 wkładów
- instrukcję obsługi
- gwarancję (3 miesiące)

czyli w zasadzie dwa kompletne e-papierosy, z jedną ładowarką, zapłaciłem 200 zł. Dostałem od sprzedawcy dodatkowo wydrukowaną na papierze A4 instrukcję oraz wygięty spinacz. Odbierając spinacz usłyszałem, że jest to podstawowe narzędzie do obsługi papierosów

Po zdjęciu wkładu z e-papierosa, atomizer jest wkręcony do baterii. Wkład zawiera mały pojemniczek wypełniony wato-podobną, nasiąkniętą e-liquidem kuleczką
Po włożeniu pojemniczka do wkładu, nakładamy to na atomizer i już możemy palić.
Wystarczy pociągnąć. Nic nie trzeba włączać. Kończymy palić – odkładamy go na bok. Żadnego popiołu, nie da się niczym oparzyć.
Podczas ciągnięcia, zapala się dioda imitująca żar, pojawia się dym, czuć smak. Smak jest inny niż zwykłych papierosów. Marlboro MED (o średniej zawartości nikotyny) smakuje trochę cytrynowo. Jeśli ktoś palił kiedyś fajkę – e-papieros to coś pomiędzy papierosem, a fajką – można się zaciągnąć do płuc, a z drugiej strony, jeśli pociągniemy jeden raz za drugim, tylko do ust, nie do płuc – czuć naprawdę dobry smak… Dobry, ale słabszy niż z analogów (tak e-palacze określają zwykłe papierosy
). Dym – cóż – kiedy zaciągamy się do płuc jest wyraźnie mniejszy. Chyba, że dopiero co nasączyliśmy wkład e-liquidem, ale o tym później. Bateria po naładowaniu wystarcza na 200 pociągnięć. Ładuje się około 1 godziny.
Aby odkręcić baterię od atomizera – wystarczy przycisnąć wkład i odkręcić. Nie zdarzyło mi się, żebym się z tym szarpał. Odkręcona bateria od atomizera z wkładem to sugerowana metoda przenoszenia e-papierosa.
Dodatkowe zakupy

Za pierwszym razem nie udało się kupić wszystkiego. Nabyłem jeszcze e-liquid Marlboro LOW, bodajże 30 ml – 40 zł oraz ładowarkę USB za 25 zł. Można jeszcze kupić ładowarkę samochodową, ale ładowarka sieciowa ma wejście na 12V więc prawdopodobnie wystarczy jedynie przejściowka, aby używać jej w samochodzie.
Jeśli o e-liquidy chodzi – mamy różne smaki oraz różną zawartość nikotyny: ZERO – brak, LOW – minimalna, MED – średnia, HIGH – wysoka. Póki co dotarły do mnie odrobine sprzeczne informacje odnośnie zawartości nikotyny i smaku. Na Allegro można kupić dowolny smak, wraz z Tabacco oraz Marlboro jako ZERO czyli bez nikotyny. Mój sprzedawca twierdzi, że te dwa smaki zaczynają się od LOW, a ZERO są np. cytryna czy truskawka. Muszę się w tym temacie dodatkowo rozeznać.
Nie kupiłem jeszcze żadnego etui. Myślę jednak nad czymś bardziej nietypowym, bo do standardowego etui nie zmieści się pojemniczek z e-liquidem. Moje papierosy trzymam jeszcze w oryginalnym opakowaniu. Aby nie męczyć się z ich wyciąganiem (do tego spinacz był równie przydatny co do procesu napełniania wkładu), moja przyjaciółka podsunęła mi pomysł, aby zastosować wstążkę (wstążki się bierze od kobiet, nie pytajcie mnie skąd one je biorą, ja jestem techniczny):

Wrażenia i różnice
Rewelacja
Można sobie pociągnąć w samochodzie, biurze. „Dym” nie ma zapachu. W samochodzie sprawdza się naprawdę super. Można palić w czasie jazdy, kiedy trzeba wykonać manewr – rzucam go na fotel, między nogi. Ktoś mi powiedział, że wyrabiam sobie zły nawyk, ale cóż
Wyrabiam też inne – przykładowo – e-papieros jest trochę cięższy od zwykłego papierosa dzięki baterii, dlatego inaczej go trzymam – za okolice diody. Teraz stwierdzam, że jeśli papieros byłby dłuższy – nie byłoby źle… A większość e-papierosów jest dłuższa. W samochodzie przykładowo – nie musiałbym do popielniczki wkładać chusteczki, żeby mieć pewność, że nie będzie mi wpadał do środka.

Po tygodniu e-palenia
Nie wróciłem do zwykłych papierosów i nie zamierzam. Nie odczuwam potrzeby palenia więcej, ale coraz bardziej mam ochotę zakupić kilka dodatkowych e-liquidów i z nimi poeksperymentować. Odwiedzę kilka stoisk, m.in w M1 i Silesii, może pojadę do Bytomia bo znalazłem jednego handlarza tanich e-liquidów na Allegro. Zobaczymy. Myślę, że jeszcze coś o e-paleniu napiszę.
Z tego co czytałem w Internecie – bardzo dużo osób doradza e-papierosa DSE 901 – kosztuje około 130 zł – jest trochę dłuższy – przez inną budowę atomizera, ale ponoć dzięki temu świetnie się dymi. Zastanawiam się czy nie uzupełnić swojego zestawu o coś takiego… Póki co – skoncentruję się jednak na e-liquidach
Unboxing tajemniczego przedmiotu
Gorączka ostatnio nastała na dokumentowanie czynności rozpakowywania różnego rodzaju sprzętów
Jako, że kupiłem całkiem ciekawy gadżet – nie obędzie się bez kilku zdjęć






Więcej szczegółów oraz moja wstępna recenzja pojawi się w następnym wpisie.

