Eyjafjallajökull
15 kwietnia przebudził się islandzki wulkan o trudnej do wymówienia nazwie – Eyjafjallajökull. W efekcie przebudzenia zaczął wydzielać ogromne ilości pyłu i dwutlenku węgla.
Dwutlenek węgla da się przecierpieć, chociaż wspierani dobrze zasponsorowanymi ekologami wyposażonymi w naciągane szacunki dotyczące zmian klimatycznych powodowanych ociepleniem, Unijni urzędnicy, którzy to uchwalili opodatkowanie od jego wydzialenia państwa europejskie – mają teraz problem. Okazuje się bowiem, że w jeden miesiąc, islandzki wulkan wydzielił więcej CO2 niż wszystkie samochody na ziemi które jeździły by 80 lat… Na ile te szacunki są prawdziwe to nie wiem, ale nawet jeśli okazałyby się przesadzone o 50% to nadal podatkowanie przed globalnym ociepleniem okazuje się nieporozumieniem. Trudno swoją drogą myśleć o ociepleniu sięgając pamięcią do ostatniej zimy, która każdemu z nas napewno dała się we znaki. A wulkan pracuje…
Wracając jednak do tego co wydobywa się z wulkanu – gorzej jest z pyłem… Pomijając już problemy na samej islandii, która teraz przypomina wyglądem krajobraz z gry Silent Hill, to niefortunnym okazuje się kierunek w którym ów chmura pyłu się kieruje… A kieruje się centralnie nad Europę. Przez ostatni miesiąc głównym poszkodowanym byli pasażerowie linni lotniczych i same linie, ponieważ UE zadecydowało, że loty w pyłach to strasznie niebezpieczna sprawa, zatem nie będą się odbywać. Na swoim blogu Trystero opublikował wizualizację wpływu chmury pyłu na loty, którą pozwoliłem sobie podkraść:
Do tej pory wydawało mi się, że to był koniec efektów wulkanu. Okazuje się jednak, że to dopiero początek. Chmura pyłu która trafiła nad środkową Europę, niemal kompletnie zakryła niebo. Od ponad tygodnia nie widziałem niebieskiego nieba. Temperatura siłą rzeczy spadła o kilka stopni… i się zaczęło. Nad Czechami i południową Polską rozpoczęły się bardzo intensywne, niekończące się ulewy… Przychylam się do teorii, że ów wulkaniczny pył powoduje kondensację i skraplanie pary wodnej.
Intensywne opady spowodowały powódź, która już spustoszyła ogromne połacie południowej polski, a w chwili obecnej testuje wały powodziowe na Wiśle w Warszawie. Będzie testować podobno do poniedziałku, bo problemem ponoć nie jest wysokość, a długość. Trudno w to pierwsze uwierzyć, jeśli wysokość Wisły w Warszawie osiąga poziom niemalże korony wałów i na chwilę obecną wynosi 773 cm. Fala na Odrze porusza się wolniej, ale to jedynie dlatego, że do tej pory miała okazje zatapiać Kraków, Cieszyn, Bielsko, Racibórz, Gliwice i wiele niefortunnie ulokowanych innych miast i wiosek.
Ciekaw jestem jak to wszystko się teraz potoczy. Prognozy pogody od tygodnia są jednakowe. Opady. Do tego w ten weekend przewidywane są burze i grad, a od poniedziałku do przynajmniej środy szamani prognozują nadal deszczowe chmury… Na dodatek robi się cieplej. Jak coś wyparuje, to za kilka godzin znowu zaczyna się skraplać… I koło się zamyka.
Rower stoi w kącie, a Park Chorzowski też jest zalany… Do dupy.

