Google Apps: Twoje własne Google

google-apps-circle

Bez zbędnego wstępu – chciałbym Was namówić do wykorzystania kolejnej – darmowej i uzależniającej usługi od Google ;) Artykuł ten zakłada, że użytkownik posiada własną domenę – jeśli nie posiada – warto zapoznać się z poprzednim artykułem który dotyczy rejestracji domeny.

W sierpniu 2006, Google udostępniło światu nową usługę – Google Apps. Jej zadaniem jest umożliwienie wykorzystania aplikacji Google takich jak poczta, współdzielonych kalendarzy czy dokumentów w obrębie własnej domeny oraz przygotowanie jednolitej struktury stron startowych. Usługa ta powoli aczkolwiek systematycznie zyskuje zainteresowanie na rynku, a w lipcu 2009 straciła przypisek Beta – co oznacza, że można ją uznać za w pełni przetestowaną. Stało się to w tym samym momencie, w którym status testowy został zdjęty z takich aplikacji jak Gmail czy kalendarz, co tylko pokazuje, jak bardzo usługa Apps jest z nimi głęboko zintegrowana. Zmiany i aktualizacje są dość częste, dostępny jest kanał RSS (po angielsku).

Google Apps (nie mylić z Google App Engine) dostępne jest w dwóch wersjach – profesjonalnej – przygotowanej dla przedsiębiorstw, oraz standardowej – dla mniejszych społeczności. Wersja profesjonalna jest pozbawiona ograniczeń ilości kont. Wersja standardowa ma takie ograniczenie, ale jest darmowa. Ja mam w mojej instancji ustawiony limit 100 kont użytkowników, ale zaraz obok limitu jest odnośnik do formularza w którym można poprosić o zwiększenie limitu podając ilość kont które będą nam potrzebne wraz z uzasadnieniem prośby. Zdaje się, że obecnie zakładane konta mają domyślnie ograniczenie do 50 kont co i tak jest w pełni wystarczające dla naszych potrzeb.

Co zyskamy rejestrując się w usłudze Google Apps w wersji standard:

  • możliwość zakładania dla siebie i dla swoich bliskich lub znajomych kont w postaci nazwa_konta@twoja_domena
  • możliwość przygotowania serwisu WWW dla swojej domeny w operaciu o Google Sites
  • możliwość stworzenia strony startowej w stylu iGoogle, z widgetami oraz wyszukiwarką Googli, rzecz jasna
  • możliwość przygotowania współdzielonych kalendarzy i dokumentów w obrębie swojej domeny
  • aplikacja Gmail dla każdego konta

Oznacza to nic innego jak możliwość dalszego wykorzystywania usług Google, z tą różnicą, że w obrębie własnej domeny Internetowej oraz pełną customizację – możemy zmienić logo Google na swoje, dodać dodatkową treść i ujednolicić interfejs dla wszystkich.

Wymienione przeze mnie wyżej powody mogą wydawać się mało istotne. Według mnie jednak skorzystać z tej możliwości i to z kilku powodów…

Przede wszystkim – będziemy polegać na najprężniej rozwijającej się na świecie firmie, której polityka (hasło “Nie czyń zła”, zadbaj jak możesz o swoich pracowników, daj klientom coś użytycznego i zarabiaj na usługach pochodnych) jest obecnie wzorem dla innych firm. O Google można opowiadać wiele, ale trudno znaleźć coś złego. Są niesamowicie oszczędni i wiedzą na czym należy w pierwszej kolejności to robić – zaprojektowane przez nich energooszczędne, dobrze chłodzone farmy serwerów w kontenerach wywodzące się z komputerów PC były chyba absolutną nowością na taką skalę. Słyszał ktoś kiedyś, aby Microsoft martwił się o pobór mocy ich serwerowni? Po co, w końcu klienci kupią te Windowsy czy pakiety Office i będą mieli na rachunki. Google jest też bardzo niezawodne, ma serwerownie na całym świecie, wykorzystuje rozpiętą po świecie superszybką sieć Akamai aby zapewniać użytkownikom końcowym jak największy komfort pracy. Daje nam też bardzo wiele produktów, za które wszystkie inne firmy zarządałyby opłat. To może zabrzmieć zabawnie, ale to Google na tą chwilę, dzięki swojej konkurencyjności kreuje ceny wielu produktów na rynku. No i… są tak dobzi, że mają u mnie darmową reklamę w postaci tego tekstu :)

Druga sprawa – usługa Google Apps daje nam możliwość stworzenia dla siebie coś na kształt koszyka usług, dokładnie tak, jak specjaliści finansowi proponują robić z poszczególnymi rachunkami bankowymi w obrębie danego banku. Świadomy użytkownik Google Apps może odpowiednio przygotować dla siebie konta które będą służyły do różnych celów – takich przykładowo jak poszczególnie definiowanie grup mailowe, gdzie każda grupa posiada odrębne konto (a następnie ustawienie przekierowywania poczty na swoje właściwe konto).

No i trzeci powód – w tym roku, na Google IO, firma zaprezentowała protokół wraz z implementacją, nad którym obecnie pracują, który ma być w stanie zostawić obecne sposoby komunikacji takie jak email – daleko w tyle. Google Wave, bo o nim mowa, jeśli się nie mylę, na samym starcie będzie zintegrowany z Google Apps. Dzięki temu firmy, które będą chciały go wykorzystać, będą mogły to zrobić w najprostszy sposób wykorzystując właśnie tą usługę. Zanim powstaną interfejsy do API od firm, użytkownicy Google Apps będą się już mogli cieszyć Google Wave.

Twoja własna domena

Postanowiłem przygotować kilka artykułów traktujących o “zaistnieniu w sieci”. Określenie to zmieniło ostatnio trochę swoje znaczenie z powodu wysypu serwisów społecznościowych takich jak Nasza-klasa czy Facebook, ale mnie chodzi o stworzenie strony Internetowej na której mamy pełną swobodę edycji treści i układu. O serwisach społecznościowych zamierzam zresztą również trochę napisać, ale w późniejszym czasie ;)

Teksty te nie będą jednak poradnikiem który należy w pełni przerobić, a jedynie luźnymi sugestiami i podpowiedziami mającymi za zadanie ułatwić czytelnikowi pierwsze kroki. Zdecydowałem się na wymienienie konkretnych rozwiązań z którymi się zetknąłem, ich ocenę oraz wybór najlepszego pod względem cenowym i jakościowym. Postanowiłem też na przedstawienie gdzie to tylko możliwe dwóch według mnie najlepszych wariantów – jeden – najlepszy spośród darmowych, drugi – najbardziej konkurencyjny, ale płatny.

Własna domena – .pl, .com czy inne – pytanie czy jest Ci potrzebna. Zwykle, a już napewno na samym początku – można się bez niej obejść. Wiele darmowych rozwiązań hostujących oferuje nam możliwość umieszczenia swojej treści jako poddomena. Z darmowych rozwiązań, pozbawionych reklam (możemy dodać własne, jeśli chcemy na witrynie w ten sposób zarabiać), ograniczając do samego Google:

Google oferuje nam również darmową usługę Google Sites, w której tworzone strony mają adres w postaci http://sites.google.com/site/twoja_nazwa/ .
Każda z wymienionych powyżej usług Google daje nam również możliwość wykorzystania własnej domeny.

Jeśli zatem zdecydowaliśmy się na własną domenę – niestety trzeba liczyć się z kosztami. Nie są one duże, ale warto dokładnie zastanowić się gdzie tą domenę kupić, aby koszty nie okazały być znacznie większe.

No to zaczynamy:

Serwis domeny.pl – sprawdźmy co piszą o nich inni – wyszukiwanie “domeny.pl” w serwisie Wykop: przerażające wyniki (lokalna kopia). O serwisie swojego czasu zrobiło się bardzo głośno kiedy domeny w promocji z serwerami za bodajże 30 zł okazywały się już po 3 miesiącach znacznie droższe, a firma domeny.pl jeśli ktoś nie uiścił opłaty – kierowała sprawę do sądu. Napisałem wcześniej, że moje wypowiedzi będą dotyczyły serwisów z którymi miałem styczność – nigdy nie byłem ich klientem, ale uważam, że o tym serwisie słyszałem już tyle złego, że warto o tym, wspomnieć dla przestrogi. Wydaje mi się, że wystarczy. Zakop ;)

Serwis nazwa.pl – firma NetArt – byłem ich klientem przez kilka lat. Wykupiłem za ich pośrednictwem kilka domen, a następnie je przedłużałem. Do takich celów serwis nadaje się wyśmienicie – dostajemy przypomnienia, że domena wygasa, fakturę, po uiszczeniu opłaty dostajemy informację, że opłata wpłynęła i domena została przedłużona – pełen profesjonalizm… NetArt był początkowo całkiem konkurencyjny cenowo na rynku, z powodu absurdalnie wysokich cen w NASK. Z czasem jednak, kiedy dostawca ten poczuł się wystarczająco pewnie – przestał być konkurencyjny. Jako klient posiadający u nich swoje domeny, z panelu administracyjnego miałem do wyboru następujące możliwości:

  • zaparkowanie domeny (czyli domena nie skonfigurowana)
  • ustawienie własnych serwerów DNS (usługa hostingowa u operatora zewnętrznego)
  • wykorzystanie usługi hostingowej NetArt

Wykorzystywałem drugą – co to oznacza? Chodzi mianowicie o to, że musiałem wykupić usługę hostingową w innej firmie. Tą firmą był RISP – usługa hostingowa z shellem oraz interfejs zarządzania domeną – bardzo atrakcyjnie cenowo.  Dlaczego na to się zdecydowałem? Ponieważ oferta hostingowa NetArt jest dość ograniczona oraz jest stosunkowo droga.

Okej, co mają inni czego nie ma NetArt? Możliwość zarządzania swoją domeną. Według mnie jest to absurdalne, że tego nie oferują swoim klientom. Uważam, że w obecnych czasach jest to nie do pomyślenia, o czym miałem okazję już ich nawet informować. Firma wysyła swoim klientom maile opisując usprawnienia jakie się u nich pojawiają, wysłałem do nich maila, na który jednak nie dostałem odpowiedzi. Kilka miesięcy później dostałem kolejny opis usprawnień w ich ofercie, stwierdziłem, że zostałem kompletnie zignorowany i od nich odszedłem. Transfer domeny z NetArt jest również realizowany przez nich profesjonalne. Wszystko udało mi się załatwić błyskawicznie, razem z weryfikacją listowną. Żadnych zastrzeżeń.

Wracając jeszcze do szczegółów ich oferty – sprzedaży domen bez interfejsu do ich zarządzania – to bardzo ciekawy biznes – to tak, jakby ktoś otworzył lodziarnię i nie miał kubeczków. Chociaż… w Warszawie ponoć panuje ostatnio moda na chodzenie wszędzie z kubkiem ze Starbucks’a, więc tam taki biznes mógłby odnieść sukces ;)

Czasy się zmieniają, a oferty firm stają się bardziej kompleksowe. Wykorzystując ten fakt, przeniosłem się do OVH i póki co jestem zadowolony. Ich oferta jest bardzo zróżnicowana – zależnie od potrzeb klienta. Możemy obsługiwać tylko i wyłącznie domeny, możemy wykupić małą usługę hostingową na środowisku wirtualnym, a ostatecznie, jeśli okaże się, że potrzebujemy jeszcze więcej – w ich ofercie są serwery dedykowane. Oferta jest bardzo kompleksowa – wykupując 90plan, dostałem rozbudowany interfejs do zarządzania bazami danych, możliwość zarządzania pocztą (z której nie korzystam, bo preferuję darmową ofertę Google w tym temacie), obsługę Jabbera dla mojej domeny no i oczywiście shell. Są również bardzo konkurencyjni cenowo.

W wypadku tak zaawansowanych serwisów jak OVH, trzeba wziąść pod uwagę ważną kwestię – osoba, która nie jest zbyt techniczna, może mieć problemy z konfiguracją usług jeśli ustawienia domyślne okażą się niewystarczające.  Interfejs konfiguracji domeny jest łatwy dla osoby, która potrafi administrować serwery DNS, ale raczej nie dla zwykłego użytkownika. Warto więc, jeśli nie jesteśmy w pełni techniczni, znaleźć sobie kogoś, kto nam w tym pomoże. Tutaj można wymienić jeszcze jedną zaletę OVH – w interfejsie zarządzającym możemy zdefiniować odrębne konta do interfejsu administracyjnego dla właściciela DNS, administratora serwera, administratora poczty i w obrębie każdego z nich możliwość zdefiniowania kontaktu technicznego. Można w ten sposób uniknąć sytuacji z którymi już miałem okazję się spotkać – kiedy to administrator na swoim koncie u operatora miał zarejestrowaną domenę firmy, w której pracował.

Osobiście polecam OVH, ale po cichu czekam z nadzieją, aż Google udostępni tego rodzaju usługi za darmo, wraz z obsługą domen narodowych oraz wszystkich typów wpisów. Gdyby się to stało, prawdopodobnie wystarczyłoby jedynie opłacać za pośrednictwem Google własną domenę nie ponosząc już żadnych innych kosztów. Póki co, Google oferuje taką usługę, podczas rejestracji konta w Google Apps, ale rejestrację wykonuje firma partnerska Google, a użytkownik jest ograniczony jedynie do podstawowych domen (.com, .net itp). Kiedy jednak Google zdecydowałoby się na taki krok – oznaczałoby raczej rychły schyłek mniejszych providerów oraz prawdopodobnie szybkie podbicie rynku rejestratorów domen. Jest to niestety mało prawdopodobne z powodu ich polityki. Jeśli jednak coś w tym temacie się zmieni – napewno o tym napiszę.

Przedłuż czas życia dysku twardego

sata_diskDyski SSD (Solid State Drive) są w momencie pisania tego tekstu wciąż drogie, a ich pojemności są nieporównywalnie mniejsze od dysków starego typu. Warto zatem zadbać jeszcze przez kilka lat o swoje stare dyski, aby mogły nam służyć przynajmniej do momentu, kiedy te dwa parametry zaczną się między nimi zacierać :)

Jeśli używamy w laptopie dysku twardego starego typu (mechaniczne, z talerzami) powinniśmy zdawać sobie sprawę z faktu, że na jego czas życia wpływa wiele parametrów. Jedym z nich jest ilość cyklów parkowania/odparkowania (ang. load/unload cycles), który dla większości dysków przewidziany jest przez producenta na około 600 000. Liczba ta jest wysoka, ale można ją niechcący bardzo szybko przekroczyć. Okazuje się, że może się tak zdarzyć, że nasz świeżo zainstalowany system, wraz ze sterownikami i oprogramowaniem do oszczędzania energii sprawi, że dysk będzie parkowany co minutę.

Wszystkiemu winne oszczędzanie energii w wydaniu producentów dysków twardych. Kto wie, może jest to wybieg celowy. System operacyjny, bez znaczenia czy jest to Windows, Linux czy coś innego, ustawia sprzętowi tryb pracy APM (Advanced Power Managment). Jeśli dysk twardy obsługuje APM, przechodzi w odpowiedni tryb pracy. Czym tryb będzie bardziej energooszczędny – tym dysk będzie starał się parkować głowice po krótszym czasie bezczynności.

Parametr trybu APM może przyjąć wartość w zakresie 0-255. Domyślna wartość dla pracy bez zasilania to 128, a dla pracy z zasilaniem – 254 (chociaż bezpieczniej jest wyłączyć APM ustawiając ten parametr na 255). Problem w tym, że systemy operacyjne bądź z powodu ustawień domyślnych (np. Ubuntu Linux), bądź z powodu sterowników dołączonych do notebooka (np. sterowniki Fujitsu Lifebook S dla Windows XP) ustawiają te parametry niewłaściwie.

Rozwiązanie problemu dla Windows

Trzeba wykorzystanie aplikację QuietHDD. Program należy wypakować do lokalizacji docelowej, a następnie utworzyć do niej skrót. Po uruchomieniu programu, w jego lokalizacji tworzy się plik ini z utawieniami. Możemy wtedy ustawić tryb APM na 255, a następnie zamykamy program. Przygotowany wcześniej skrót można zaopatrzyć w dopisek /notray, a następnie trzeba go przenieść do Autostartu.

quiethdd

Rozwiązanie dla Linux Ubuntu

Źródło, tłumaczenie:

  1. stwórz plik o nazwie 99-hdd-spin-fix.sh. Ważne jest, aby zaczynał się od 99.
  2. uzupełnij plik o następujące 2 linie:
    #!/bin/sh
    hdparm -B 255 /dev/sda
  3. skopiuj plik do 3 lokalizacji:
    /etc/acpi/suspend.d/
    /etc/acpi/resume.d/
    /etc/acpi/start.d/

Panowie z Ubuntu obiecują, że naprawią problem w nowej wersji systemu, ale od tamtego czasu numerki wersji już kilka razy się zmieniły. Powyższe rozwiązanie do najładniejszych nie należy, ale się sprawdza.

Dodatkowo, sprawdzenie stanu APM wykonujemy komendą:
sudo hdparm -I /dev/sda | grep level

Sprawdzenie obecnej ilości cyklów możemy sprawdzić wydając:
sudo smartctl -a /dev/sda | grep Load

Jako, że era tego rodzaju dysków dobiega powoli końca, warto zobaczyć jak wyglądał jeden z pierwszych modeli :)

Internet na bieżąco

Ikona RSSDostępność Internetu w ciągu ostatnich 10 lat umożliwiła umieszczenie w nim ogromnej ilości informacji w postaci treści na stronach WWW. Odszukanie tego, co nas interesuje to obecnie kwestia sekund lub w gorszym wypadku minut. Docieramy do tego zwykle używając wyszukiwarek Internetowych (Google, Yahoo, czy Bing). Są jednak takie sytuacje, w których bardziej od wyszukania informacji na dany temat, jesteśmy zainteresowani śledzeniem zmian w ich obrębie. Do takich celów stworzono kanały RSS / Atom, których wygodę użycia chciałbym omówić jako pierwszy tekst na tym nowopowstałym blogu :)

Dla kogo ten wpis może okazać się przydatny? Wydaje mi się, że dla każdego, kto ma dostęp do Internetu i lubi czytać informacje na tematy które go interesują. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że RSS jest taki prosty w obsłudze i kończy na takich stronach jak Onet,  czytając bzdurne teksty których celem jest przyciągnięcie uwagi każdego, a jednocześnie nie niosące za sobą żadnej treści (żeby przypadkiem kogoś nie urazić, rzecz jasna).

Trochę historii

Najpierw trochę historii – na samym początku WWW, treść (ang. content) na stronach była raczej niezmienna, nie było jej wiele i służyły one tylko określonym jednostkom. Kiedy zaczęło jej przybywać, twórcy stron skupili się na odpowiednim sposobie ich kategoryzowania. Zaczęły się wtedy pojawiać się nowe linki, podstrony.  Serwery WWW serwowały wtedy jedynie przygotowane statyczne dokumenty HTML. Kiedy różnego rodzaju treści zaczęło przyrastać, administratorzy zaprzęgneli do pracy bazy danych i języki programowania, które umożliwiły generowanie treści stron dynamicznie. Otwartość kodu, sprawiła, że rozwój w tym zakresie był bardzo szybki, co umożliwiło przeciętnemu domorosłemu programiście stworzenie całkiem wymyślnej aplikacji po stronie serwera. Niedaleko potem w przeglądarkach Internetowych pojawiła się implementacja objektu XMLHttpRequest dzięki któremu strony stały się jeszcze bardziej responsywne, a Macromedia (później Adobe) umożliwiła strumieniowanie muzyki i video w osadzonym na stronie obiekcie Flash.

Wtedy mniej więcej wyłonił się Web 2.0 – strony Internetowe, które umożliwiały użytkownikom intereakcję, zmieniając się, siłą rzeczy w aplikacje Internetowe. Zwykły użytkownik był teraz w stanie zamieszczać treść w intuicyjny sposób. Znajomość języka HTML przestała być już konieczna. Pojawiły się blogi i reklamy kontekstowe. Nowy ekosystem zaczął żyć pełnią życia. Wszystko czego brakowało do szczęścia to ujednolicenie języka opisu “życia” takiego konkretnego bloga lub serwisu Internetowego. Kiedy tylko pojawiał się nowy wpis – informacje o nim są umieszczane w jego kanale RSS / Atom. Atom jest nieco świeższy niż RSS i umożliwia zawarcie w danym kanale więcej informacji i w przeciwieństwie do RSS będzie nadal rozwijany.

Kanały RSS i Atom

Co się z nimi robi? Subskrybuje – można wykorzystać do tego odrębny program lub inną aplikację Internetową. Ja preferuję Google Readera. Aby móc z niego skorzystać, wymagane jest założenie konta w Google. Mamy tutaj dwie możliwości – jeśli nie mamy konta pocztowego – możemy założyć konto Google wraz z kontem Gmail lub założyć konto Google powiązane z kontem pocztowym w innym serwisie. Będąc zalogowanym w Google, możemy przejść do Google Readera i zacząć subskrybować serwisy, które udostępniają nam kanały RSS / Atom:

rss_in_url

Google Reader – komfort i wygoda

Od kiedy zacząłem korzystać z tej aplikacji, śledzenie informacji stało się prostsze, wygodniejsze oraz dostępne z każdego miejsca. Obenie przy subskrypcjach które posiadam, nie potrzebuje już czytać czasopism informatycznych, a kiedy do takich zaglądam, okazuje się, że nowości o których piszą czytałem 2-3 miesiące wcześniej.

Google Reader wygląda mniej więcej tak (osobiście używam wersji angielskiej, domyślnie aktywna jest wersja polska):

google_reader_screenshot

Od czego warto zacząć

Na koniec tego tekstu, chciałbym polecić kilka serwisów na dobry początek. Zapewne macie swoje ulubione strony na których okaże się, że dostępny jest kanał RSS lub Atom – trzeba sobie tylko wyrobić odruch i odszukać tą magiczną ikonkę którą zakreśliłem powyżej. Tak czy inaczej, uważam, że warto dodać kanały z poniżej zaprezentowanych przeze mnie stron… w końcu zawsze można je później usunąć:

Relaks

http://kopalniawiedzy.pl – Rewelacyjne ciekawostki ze świata

http://www.990px.pl – Fotoreportaże w świetnej jakości na różne tematy

http://www.joemonster.org – jeśli już nic nie potrafi rozśmieszyć – to ostatnia deska ratunku ;)

Ekonomia

http://forsal.pl – Informacje z dziedziny gospodarki i ekonomii

http://www.trystero.pl – Niezwykle aktywny twórca bloga finansowego

http://dwagrosze.blogspot.com – Humorystyczne felietony o gospodarce, polityce i ekonomii

Branża IT

http://www.heise-online.pl – Według mnie – najlepsze newsy z branży informatycznej

http://www.ubucentrum.net – Używasz Linux Ubuntu? Jeśli tak – to obowiązkowa lektura

http://vbeta.pl – Wydarzenia w tematyce serwisów społecznościowych i Internetu

Oczywiście, jeśli któryś z serwisów trafi do Waszego Readera, a nie przypadnie Wam do gustu – jak wspomniałem wcześniej – możecie go usunąć. Polecam jednak stworzyć sobie kategorię – np. Niefajne – i tam je wrzucić. Może przecież nadajść chwila, że będziecie się nudzić i może akurat przeglądnięcie tej kategorii dostarczy Wam rozrywki.
Edit: Tekst został odrobinę odświeżony.
Zdecydowałem niefortunnie, że będzie on pierwszym wpisem na tym blogu – nie znalazł on z tego powodu niestety zbyt wielu odbiorców, a szkoda.
Zachęcam do zapoznania się z tym tekstem oraz wypróbowania Google Readera – dla mnie przynajmniej ta aplikacja jest krokiem milowym w surfowaniu ;)

nme.pl: Zaczynamy

wordpress-icon

Przyszedł czas zacząć coś pisać od siebie.

Na wstępie kilka słów o mnie; skończyłem studia i pracuję od kilku lat w branży IT. Specyfika moich zainteresowań w tej tematyce jest dość szeroka – mam styczność zarówno z systemami Microsoftu, Unixami jak i Linuxem, sprzętem desktopowym, serwerowym i sieciowym, a na dodatek tworze różnego rodzaju aplikacje. Kiedy mogę, staram się faworyzować rozwiązania OpenSource’owe. W wolnych chwilach interesuję się ekonomią, psychologią i jak każdy polak – polityką.

Jak każdy polak również – mam humory… Trudno ich nie mieć, skoro raz w tym kraju jest mroźnie, raz deszczowo i szaro, innym razem przechodzą przez ten kraj ulewy, trąby powietrzne, a kiedy już powinno być ok – jest tak gorąco, że aż trudno wytrzymać ;) Dlatego więc, jako że ów humory mam, nie mogę zagwarantować, że teksty które będę pisał będą bezstronne i obiektywne, choć będę się starał :)

Mam nadzieję, że informacje tudzież przemyślenia które zamierzam tutaj zamieścić komuś przypadną do gustu. Osoby którym nie przypadną – zapraszam do dyskusji. Wszelka konstruktywna krytyka jest mile widziana.