Podsumowanie ostatnich miesięcy

Bardziej spostrzegawczy którzy tutaj zaglądają pewnie zauważyli, że od kilku miesięcy nie pojawił się na tym blogu żaden wpis – śpieszę więc z wyjaśnieniami.

Na nme.pl, poza podstawowym blogiem, znajduje się jeszcze odrębna kategoria z własnym kanałem RSS – zawierająca wpisy w języku angielskim. Trochę głupio to wyglądało, że widoczna była jedynie pusta kategoria – dlatego trafiło tam kilka wpisów. Z bloga zniknęły linki do mojego minibloga i niedawno założonego mikrobloga. Uznałem, że nie są tu potrzebne – jedynie zaciemniają wizerunek bloga, który miał być z założenia techniczny.

Od mniej więcej miesiąca pracuje sobie nad nowym projektem w Django. Na chwilę obecną aktualny jego stan można zobaczyć na stronie urevs.com. Informacje na temat postępów prac opisuje na blogu pod adresem blog.urevs.com. Projekt w obecnej postaci wydaje się być jeszcze nie zaczęty, ale zawiera już wiele funkcjonalności:

  • możliwość zakładania kont które będą identyfikatorami OpenID (czyli OpenID Provider), podczas zakładania kont wykorzystana została reCAPTCHA
  • Aby zalogować się w serwisie nie trzeba mieć założonego lokalnie konta – można zalogować się poprzez m.in:
  • Serwis obsługuje https, lokalizację językową (obecnie dostępne są języki polski i angielski) i mój bootstrap do rozwijania aplikacji JavaScript i jego rozszerzenie – do generowania CSS’ów.

W międzyczasie muszę się jeszcze zabrać do roboty i dokończyć odświeżoną wersję mojego portalu do zarządzania siecią, którą już kończę przenosić na Django. Zabrałbym się pewnie prędzej, gdyby nie kompletny brak motywacji… W końcu trwa lato… i nie chce się tyle czasu siedzieć nad mądrymi projektami :)

Wygodny storage z użyciem memcache w Django

Czasami zachodzi konieczność napisania na szybko aplikacji w Django która standardowo coś tam trzyma w bazie danych, coś przetwarza i wyświetla. Jeśli aplikacja ma być prosta, a w bazie mają być trzymane proste struktury danych, to czy napewno musimy tyle czasu poświęcać na dopracowanie modeli? Jasne, że nie.

Poniższy kod oferuje nam możliwość trzymania dowolnych danych w postaci klucz-wartość w bazie danych. Dodatkowo – owe dane mogą mieć dowolną postać – może być to tekst, tablica asocjacyjna czy wartość typu Boolean.

Ponadto – biblioteczka ta opiera się o opisaną w poprzednim wpisie obsługę memcache’u w Django – co sprawia, że do póki nie zmienimy wartości danych, a ich obecność w cache’u nie zdąży wygasnąć – nie będziemy w ogóle obciążać naszej bazy danych. Osobiście wykorzystuję ten kod do trzymania ustawień aplikacji. Niektóre ustawienia są typu boolean, inne to stringi, jeszcze inne – tabele. Rozwiązanie sprawdza się świetnie.

Właściwy kod

Modele – models.py:

#!/usr/bin/env python
# -*- coding: utf-8 -*-
#
# Copyright (c) 2009 nme.pl
# Dual licensed under MIT and GPL.

from django.db import models

class Vars (models.Model):

    key = models.CharField(max_length=50)
    value = models.TextField()

Proste prawda? Nie zapomnijcie wydać komendy django-admin syncdb która utworzy odpowiednią tabelę w bazie. Teraz czas na właściwą bibliotekę – vars.py:

#!/usr/bin/env python
# -*- coding: utf-8 -*-
#
# Copyright (c) 2009 nme.pl
# Dual licensed under MIT and GPL.

""" Simple variables (key-value) handling with memcache """

import pickle,base64

import memcache,models

from settings import conf

class __Vars:

    def get (self,key,default=None):

        """ get Vars variable value """

        if memcache.enabled:
            value = memcache.get('va-%s' % key)
            if value != None:
                return pickle.loads(base64.b64decode(str(value)))
        settings = models.Vars.objects.filter(key=key)
        if settings:
            value = settings[0].value
            if value:
                return pickle.loads(base64.b64decode(str(value)))
            else:
                return default
        else:
            return default

    def __getitem__ (self,msg):

        return self.get(key)

    def set (self,key,value):

        """ set Vars variable value """

        value = base64.b64encode(pickle.dumps(value))
        if memcache.enabled:
            memcache.set('va-%s' % key,value)
        settings = models.Vars.objects.filter(key=key)
        if settings:
            setting = settings[0]
            setting.value = value
            setting.save()
        else:
            models.Vars(key=key,value=value).save()

    def has_key (self,key):

        """ return True or False if Vars variable exists """

        settings = models.Vars.objects.filter(key=key)
        if settings:
            return True
        else:
            return False

    def delete (self,key):

        """ deletes given key from Vars and memcache """

        if memcache.enabled:
            memcache.delete('va-%s' % key)
        settings = models.Vars.objects.filter(key=key)
        for i in settings:
            i.delete()

variables = __Vars()

Przykładowe użycie

Zastosowanie biblioteki z poziomu django-admin shell:

In [1]: from vars import variables

In [2]: if not variables.has_key('test'):
   ...:     variables.set('test','tekst')
   ...:
   ...:     

In [3]: print variables.get('test')
tekst

In [4]: variables.set('test',{'asd':1,'data':['struct','ure']})

In [5]: variables.get('test')['data'][1]
Out[5]: 'ure'

In [6]: variables.delete('test')

In [7]: variables.get('test')

In [8]: variables.has_key('test')
Out[8]: False

Jak to działa?

Składowanie dowolnego typu danych w rekordzie bazy zrealizowane jest w oparciu o dwie standardowe biblioteki pythonowe – picklebase64. Pierwsza z nich oferuje zakodowanie dowolnej struktury danych do stringa, druga natomiast – zastosowanie notacji base64 – przez co zabezpieczamy się przed ewentualnymi problemami z obsługą znaków z którymi nasz bazodanowy backend mógłby mieć ewentualnie problemy. Innymi słowy – rozwiązanie przedstawione powyżej gwarantuje nam pełną przenośność danych.

Zachęcam gorąco do korzystania :)

Memcache w Django: krok ku lepszej skalowalności

Podczas tworzenia aplikacji webowych, warto w miarę wcześnie pomyśleć o skali z jaką nasze rozwiązanie będzie miało się w przyszłości zmierzyć. Niezależnie od tego czy owa aplikacja ma pracować w jednym przedsiębiorstwie, czy próbuje zainstnieć szerzej, w sieci – w każdym przypadku może się okazać, że odniesie sukces. To z kolei sprawi, że ilość jej użytkowników urośnie… Firma może się rozwinąć, przejąć konkurencję, aplikacja webowa może się okazać takim strzałem w dziesiątkę jak nie tak dawno temu Nasza-Klasa – nigdy nie wiadomo :) W momencie gdy miałaby go odnieść, nie będzie już zbyt wiele czasu na przebudowę kodu, a napewno nie będzie go na jego całkowitą reorganizację.

Jeśli rozwiązanie jest skryptem uruchamianym od święta – może to być zwykły skrypt CGI. Jeśli jednak miałby być uruchamiany częściej – wartałoby już pomyśleć o mod_php czy mod_python… Albo jeszcze lepiej – fastcgi, a w przypadku pythona – wsgi. Kiedy użycie aplikacji rośnie nadal – frontend mnożymy na kolejne węzły stawiając przed nimi balancera robiącego za reverse proxy. A w backendzie klastrujemy… ale co na styku macierz, klaster? Ilość zapytań do bazy rośnie, io waity zaczynają rosnąć i robi się nieciekawie… Da się to rozwiązać?

Jak to robi Google

Google od jakiegoś czasu pokazuje nam jak powinny być tworzone intensywnie wykorzystywane aplikacje webowe i na jak zorganizowanym backendzie powinny pracować, aby skalowały się najefektywniej. Myślę, że warto z tej wiedzy skorzystać zanim io waity zaczną spędzać nam sen z powiek.

Miałem okazję napisać sobie kilka małych aplikacji które pracują w chmurze na platformie Google – tzw. Google App Engine (w skrócie GAE). Warto było poświęcić trochę czasu aby to rozwiązanie poznać. Łatwiej było mi dzięki temu można zrozumieć między innymi dlaczego poszczególne serwery Google nie są potężnymi serwerami rackowymi z bardzo silnymi procesorami, ale raczej „lżejszymi” serwerkami, ale za to wypełnionymi po brzegi koścmi pamięci.

Dlaczego takie lżejsze maszyny? Poza oszczędnością energii i pieniędzy są one wystarczające do obsługi pythonowych frameworków, w przeciwieństwie do tych PHP’owych.

Google skupia się na Javie i Pythonie, gdzie prawie pewne jest to, że ich rozproszony Datastore – system bazodanowy, został stworzony w oparciu o język Python. Język ten znany jest m.in z wydajności, szczególnie, jeśli osoba która go używa stosuje się do najbardziej podstawowych zasad jak nie allokowanie ogromnej ilości pamięci itp. Dlaczego więc w serwerach Google tyle pamięci? Odpowiedzią jest memcache.

Google chwali się tym, że stworzyli sobie własną implementację cache, inspirowaną oprogramowaniem memcached i zachęca, aby developerzy aplikacji App Engine’owych również korzystali z memcache’a.

Na czym polega memcache

Uproszczony graf przedstawiający działanie memcache’u:

Koncepcja działania jest prosta – zamiast odwoływać się bezpośrednio do bazy danych, odwołujemy się do memcache’a – jeśli trafiliśmy na dane (hit), wykorzystujemy je, jeśli nie (miss), dopiero wtedy odwołujemy się do bazy, jednocześnie zapisując pobrane z bazy dane w naszym cache’u. Dzięki temu prostemu zabiegowi, nasza strona, która podczas każdego odwołania do niej potrzebuje jakichś danych z bazy, jest w stanie funkcjonować praktycznie w ogóle jej o nic nie odpytując – wszystko co potrzebne będzie trzymać w pamięci podręcznej.

Zastosowanie i dokumentacja

Aby wykorzystać memcache w Google App Engine, polecam zapoznanie się z dokumentacją na stronach Google.

A co jeśli chcielibyśmy wykorzystać memcache w Django? Naturalnie – nic nie stoi na przeszkodzie – Django posiada coś takiego jak cache framework, który na dodatek jest bardzo dobrze udokumentowany.

Django samo z siebie jest przystosowane do wykorzystania cache’u przy obsłudze widoków czy template’ów, ale również oferuje dostęp niskopoziomowy – niemalże analogiczny do tego z Google App Engine… Niemalże, bo jakoś wersja Google bardziej przypadła mi do gustu. Dlatego przygotowałem sobie prosty interfejs, który wydaje mi się być odrobinę bardziej logiczny. Kod oczywiście załączam. Mam nadzieję, że komuś się przyda.

Konfiguracja systemu, projektu Django oraz moja niskopoziomowa obsługa

Zakładając, że pracujemy na systemie GNU Debian/Ubuntu oraz Django jest już w systemie jakąś drogą zainstalowane (osobiście w tym akurat przypadku polecam instalację z oryginalnych źródeł nad paczką Django z dystrybucji), doinstalowujemy obługę memcached, włączamy ją i restartujemy demona memcached:

sudo -i
aptitude install memcached python-memcache
sed -i 's/no/yes/' /etc/default/memcached
service memcached restart
exit

teraz w naszym projekcie Django włączamy obsługę cache:

w pliku settings.py:

CACHE_BACKEND = 'memcached://127.0.0.1:11211/'

jeśli chcemy wykorzystać moją małą biblioteczkę poniżej, do settings.py musimy dodać też konfigurację memcache:

class conf:
    class memcache:
        disabled = False
        timeout = 600

Moja niskopoziomowa obsługa memcache.py:

#!/usr/bin/python
# -*- coding: utf-8 -*-

""" cache low-level backend based on memcached """

from django.core.cache import cache

from settings import conf

def get(key, default=None, timeout=conf.memcache.timeout):

    """ returns value for given key from cache, and refreshes it
    in memcache with automatic conversion from unicode
    to str - fix to:
    __import__() argument 1 must be string without null bytes, not str """

    value = cache.get(key, default)

    if value is not default:
        cache.set(key, value, timeout)

    if type(value) is unicode:
        value = str(value)

    return value

def set(key, value, timeout=conf.memcache.timeout):

    """ sets a value for given key in cache """

    cache.set(key, value, timeout)

def delete(key):

    """ remove given key from cache """

    cache.delete(key)

# in the name of syntatic sugar ;) 

disabled = bool(conf.memcache.disabled)
enabled = not disabled

A przykład zastosowania pojawi się jutro albo pojutrze – w nowym wpisie.

Dodatkowy wolumin Ext3 jako plik na Fat32

Wielu użytkowników Linuxa ma zinstalowane dwa systemy operacyjne na notebookach i komputerach stacjonarnych. Nie jestem tutaj wyjątkiem. Jak już mam naklejkę licencyjną to przecież jej nie zdrapię ;) Mojemu Linuxowemu LVM’owi dałem 30 GB, Windowsowi również, a resztę stanowi wolumin FAT32. Kiedyś reszty nie było, ale cóż – musiałem kupić nowego twardziela z powodu podejścia producentów do „ekonomicznego” trybu pracy dysków twardych ;)

Co jednak można zrobić w sytuacji, gdy nagle potrzebujemy trochę więcej przestrzeni dyskowej z obsługą Linuxowych uprawnień? Odpowiedź jest prosta – możemy wykorzystać trochę wolnej przestrzeni FAT32, aby stworzyć sobie na nim wolumin ext3 w postaci zwykłego pliku.

Tworzenie woluminu ext3 w pliku

Aby utworzyć 15 GB wolumin ext3, przechodzimy w linii komend na dysk FAT32 i wydajemy polecenie:

cd /media/[nasz podmontowany wolumin FAT32]/

dd if=/dev/zero of=volume bs=1G count=15

Chwilkę to potrwa, ale ostatecznie powstaje wolumin:

15+0 przeczytanych recordów
15+0 zapisanych recordów
skopiowane 16106127360 bajtów (16 GB), 957,413 s, 16,8 MB/s

Sprawdzamy nasz plik:

du -sh volume
15G	volume

Wszystko się zgadza. Tak przygotowany plik należy teraz sformatować:

mke2fs -j volume

Zostaniemy zapytani, czy napewno chcemy formatować urządzenie które nie jest blokowe – potwierdzamy nasze intencje.

mke2fs 1.41.11 (14-Mar-2010)
volume nie jest specjalnym urządzeniem blokowym.
Kontynuować mimo to? (t,n) t
warning: Unable to get device geometry for volume
Etykieta systemu plików=
Typ OS: Linux
Rozmiar bloku=4096 (log=2)
Rozmiar fragmentu=4096 (log=2)
Stride=0 blocks, Stripe width=0 blocks
983040 i-węzłów, 3932160 bloków
196608 bloków (5.00%) zarezerwowanych dla superużytkownika
Pierwszy blok danych=0
Maksymalna liczba bloków systemu plików=4026531840
120 grup bloków
32768 bloków w grupie, 32768 fragmentów w grupie
8192 i-węzłów w grupie
Kopie zapasowe superbloku zapisane w blokach:
	32768, 98304, 163840, 229376, 294912, 819200, 884736, 1605632, 2654208

Zapis tablicy i-węzłów: zakończono
Tworzenie kroniki (32768 bloków): wykonano
Zapis superbloków i podsumowania systemu plików: wykonano

Ten system plików będzie automatycznie sprawdzany co każde 39 montowań
lub co 180 dni, zależnie co nastąpi pierwsze. Można to zmienić poprzez
tune2fs -c lub -i.

Montowanie woluminu plikowego

Teraz możemy już podmontować sobie tak stworzony wolumin:

sudo mkdir /mnt/tmp

sudo mount -o loop volume /mnt/tmp

df -h
System plików            rozm. użyte dost. %uż. zamont. na
/dev/mapper/sys-root   22G   11G  9,8G  52% /
[...]
/dev/loop0             15G  166M   14G   2% /mnt/tmp

I to wszystko – wolumin jest już gotowy do użycia :)

Wydajna i bezpieczna zdalna synchronizacja katalogów w Ubuntu

Będąc między innymi developerem, który pracuję na różnych maszynach, potrzebuje mieć swój kod dostępny na każdej stacji przy której zasiadam.

Przez jakiś czas sprawdzał się rozproszony system kontroli wersji. Wystarczyło robić push i pull poprzez ssh. Z czasem, kiedy np. miałem rozgrzebany kod, nie chciałem robić commita, tworzyć odgałęzienia – zacząłem pakować kod i przesyłać w tej postaci. Przez jakiś czas to znosiłem. Nie było to jednak zbyt przyjemne. Kilka drobnych zmian, a okazywało się, że muszę przesyłać kilka MB danych. Nie narzekałbym, gdybym nie miał w domu łącza niesymetrycznego :)

Z czasem, kiedy ilość projektów nad którymi pracowałem wzrosła, poczułem pewien dyskomfort (prawie jak pani Żanet Kaleta ;) ). Tym większy, że zdarzało mi się pracować nad aplikacją i biblioteką jednocześnie w ramach jednego projektu, gdzie oba kody miały swoje indywidualne drzewa kontroli wersji. Nawet jeśli jedno było w podgałęzi drugiego – Mercurial, bo z tego systemu kontroli wersji korzystam – zdawał sobie sprawe, że dany katalog należy już do innego drzewa kontroli wersji.

Co począć w takiej sytuacji? Rozwiązanie przypadkowo podsunął kolega, jednocześnie przypominając mi jak to rozwiązanie efektywnie spisywało się w dystrybucji Gentoo, z której miałem okazję jakiś czas temu przez dłuższy nawet czas korzystać. Chodzi oczywiście o rsync’a.

Niżej przedstawioną metodę praktykuję już od jakiegoś czasu. Synchronizuję się do/z jednej centralnej maszyny. Synchronizuję katalog zawierający 300 MB kodu, źródeł grafik, duże drzewa hg. Nie zdarzyło mi się jeszcze, mimo wykonywania dość drastycznych zmian w podstrukturze, żeby trwało to dłużej niż wcześniej trwało przesłanie spakowanej paczki o rozmiarze 1 czy 2 MB.

Załóżmy, że w katalogu domowym /home/user/dev mam swoje repozytorium. Na maszynie centralnej, dane trzymane będą w katalogu /srv/archive/dev.

Aby wysłać dane z notebooka, na serwer, wydajemy polecenie:

rsync -azv --delete -e ssh /home/user/dev MASZYNA_CENTRALNA:/srv/archive

Aby pobrać dane z serwera na notebooka wydajemy:

rsync -azv --delete -e ssh MASZYNA_CENTRALNA:/srv/archive/dev /home/user

Jeśli nie jesteśmy pewni, czy efekty komendy będą zadowalające, warto dodać parametr --dry-run, który sprawi, że zostanie nam wyświetlona jedynie lista zmian, a nic tak naprawdę nie zostanie zmienione.

Myślę, że warto poświęcić kilka minut aby wewnątrz swojej biblioteczki stworzyć katalog sync, a w nim dwa skrypty sendrecv które będą wykonywać te czynności, a gwarantuje, że w zamian zaoszczędzicie znacznie więcej czasu w przyszłości.

Prosty plugin jQuery: Dynamiczny favicon

Ten prosty wpis ma za zadanie przybliżyć Wam dwa tematy jednocześnie – jak stworzyć prosty plugin do jQuery oraz jak z poziomu JavaScriptu podmienić obrazek favicon dla strony. Zamierzam przedstawić plugin który właśnie taką czynność wykonuje :)

jQuery chyba nie trzeba przedstawiać. Jest to w mojej opinii najłatwiejsza w użyciu biblioteka czyniąca język JavaScript prostym i wygodnym w użyciu. Co więcej – można ją bardzo łatwo rozszerzać o dodatkową funkcjonalność za pomocą pluginów. Uważam, że warto wiedzieć jak taki plugin można sobie szybko przygotować.

jquery.favicon_replace.js wygląda następująco:

(function($) {
    $.fn.favicon_replace = function(url) {
        $('head link').each(function() {
            if ($(this).attr('rel') == 'shortcut icon') {
                $(this).remove();
            }
        });
        $('<link rel="shortcut icon" href="'+url+'" />')
            .appendTo('head');
    };
})(jQuery);

Jak powyższy kod działa: tworzymy closure której jako parametr podajemy strukturę jQuery. Wewnątrz closury definiujemy funkcję, która sprawdza atrybut rel każdego taga typu link wewnątrz head porównując go do shortcut icon. Znaleziony w ten sposób element jest kasowany. Następnie tworzony jest nowy link typu shortcut icon, z nowym url’em. Urla podajemy funkcji jako parametr. Closura w postaci anonimowej funkcji jest wykonywana, a w efekcie jQuery zyskuje nową funkcję.

Zastosowanie tego plugina jest proste – oto przykład:

$(document).favicon_replace('/images/new-favicon.ico');

Warto napomnieć, że favicon wcale nie musi być ikoną. Możecie równie dobrze zaserwować przeglądarce animowanego gifa, nawet z rozszerzeniem ico, który zostanie automatycznie przeskalowany przez przeglądarkę i animowany na pasku adresu :)

Generowanie losowych haseł w Ubuntu

Hasła, każdy ma ich przynajmniej kilka w pamięci, ale życie uczy, że nie warto stosować takich samych do autoryzacji bankowych, kont na naszej-klasie, gadu czy na roota ;)

Chciałbym Wam przedstawić bardzo proste narzędzie z którego korzystam z powodzeniem od kilku lat – nazywa się apg (Automated Password Generator) i służy do wygodnego generowania haseł.

Narzędzie oferuje dwa rodzaje haseł – mniej zaawansowane, ale znacznie łatwiejsze do zapamiętania dla osób znających język angielski oraz bardziej zaawansowane (zawierające poza literami dodatkowe krzaczki). Za pomocą dodatkowych parametrów możemy wpłynąć na zawartość dużych, małych liter lub liczb.

Instalacja jest standardowa:

aptitude install apg

Help

Wygląda tak:

apg -h

apg   Automated Password Generator
Copyright (c) Adel I. Mirzazhanov

apg   [-a algorithm] [-r file]
[-M mode] [-E char_string] [-n num_of_pass] [-m min_pass_len]
[-x max_pass_len] [-c cl_seed] [-d] [-s] [-h] [-y] [-q]

-M mode         new style password modes
-E char_string  exclude characters from password generation process
-r file         apply dictionary check against file
-b filter_file  apply bloom filter check against filter_file
(filter_file should be created with apgbfm(1) utility)
-p substr_len   paranoid modifier for bloom filter check
-a algorithm    choose algorithm
1 - random password generation according to
password modes
0 - pronounceable password generation
-n num_of_pass  generate num_of_pass passwords
-m min_pass_len minimum password length
-x max_pass_len maximum password length
-s              ask user for a random seed for password
generation
-c cl_seed      use cl_seed as a random seed for password
-d              do NOT use any delimiters between generated passwords
-l              spell generated password
-t              print pronunciation for generated pronounceable password
-y              print crypted passwords
-q              quiet mode (do not print warnings)
-h              print this help screen
-v              print version information

A teraz praktyka

Wystarczy znajomość kilku parametrów:

Generowanie 5-ciu haseł: -n

apg -n 5

ookyopIack
berpAxEr
DusEphac
yomlipvog~
weehacir

Generowanie haseł o minimalnej długości: -m

apg -n 5 -m 10

BlysBicWeo
fefimvesBa
CuAtecHeoc
crejvibred
CynfiShnoi

Generowanie haseł z wymową (aby łatwiej było je zapamiętać): -t

apg -n 5 -m 10 -t

WaigJocWig (Waig-Joc-Wig)
Geagsyinau (Geags-yin-au)
Cunefkalt9 (Cun-ef-kalt-NINE)
Pemyidyish (Pem-yid-yish)
agsirasuk7 (ags-ir-as-uk-SEVEN)

Generowanie bardziej zaawansowanych haseł: -a 1

apg -a 1 -n 5 -m 10

N;%5RWNM|B
$48+HGvlac
{@M!yPMa-y
jyI<{\3;{i
t)nThAUw?~

Skrypt ten jest bardzo przydatny, kiedy musimy wygenerować komuś hasło ponieważ nie jest w stanie sobie czegoś wymyślić (i pewnie wymyślił by ostatecznie nazwę swojego psa lub imię małżonki) lub stawiamy następny z kolei serwer mysql, a nie chcemy zostawiać takiej dziury jak nie tak dawno ktoś z ekipy Wykopu, kiedy to wykradziono im hasła użytkowników.

Wirtualni userzy ftp w Ubuntu

Poniżej znajduje się instrukcja opisująca jak skonfigurować krok po kroku bardzo prosty i bezpieczny serwer ftp obsługujący wirtualne konta – użytkowników, których fizycznie nie ma zdefinowanych w systemie. Jako serwer ftp wykorzystany zostanie vsftpd (very secure ftp daemon).

Założenia: potrzebujemy prostego serwera ftp do którego możemy zdefiniować kilku użytkowników, gdzie każdy ma dostęp do tego samego katalogu (opis jak należy to skonfigurować, aby każdy użytkownik miał swój własny katalog znajduje się we wpisie źródłowym, którego adres zamieściłem na końcu wpisu).

Najpierw instalujemy serwer ftp oraz narzędzie do obsługi bazy użytkowników:

aptitude install vsftpd db4.2-util

Tworzymy katalog ftp:

mkdir /home/ftp
chown ftp:ftp /home/ftp

(aplikacja domyślnie podczas instalacji zakłada katalog /srv/ftp)

Podmieniamy plik /etc/vsftpd.conf na następujący:

# /etc/vsftpd.conf
listen=YES
listen_ipv6=NO
#listen_port=2121

anonymous_enable=NO
local_enable=YES
guest_enable=YES

virtual_use_local_privs=YES
pam_service_name=vsftpd-virtual

guest_username=ftp

local_root=/home/ftp

local_umask=022
write_enable=YES
hide_ids=YES
dirmessage_enable=YES

use_localtime=YES
xferlog_enable=YES
log_ftp_protocol=YES
setproctitle_enable=YES

connect_from_port_20=YES

chroot_local_user=YES
chroot_list_enable=NO
secure_chroot_dir=/var/run/vsftpd/empty

W razie potrzeb – zmieniamy ustawienia – np. jeśli chcemy zmienić port na którym aplikacja ma nasłuchiwać – usuwamy znak komentarza z linii listen_port i zmieniamy numer portu.

Przygotowujemy plik /etc/pam.d/vsftpd-virtual:

auth required pam_userdb.so db=/etc/vsftpd-virtual
account required pam_userdb.so db=/etc/vsftpd-virtual

Przygotowujemy plik z użytkownikami i hasłami /etc/vsftpd-konta:

uzytkownik1
haslo1
uzytkownik2
haslo2

umieszczamy hasła w bazie:

db4.2_load -T -t hash -f /etc/vsftpd-konta /etc/vsftpd-virtual.db

a następnie restartujemy usługę:

service vsftpd restart

Możemy już zalogować się do serwera, przykładowo:

lftp -p 2121 -u uzytkownik1,haslo1 localhost
lftp test1@localhost:~> ls
lftp test1@localhost:/>

Źródło: http://linuxforfun.net/2008/04/05/vsftpd-virtual-users/

Jabber od Google w Pidginie

Coraz więcej osób wyraża w różnych serwisach niezadowolenie z najnowszych usprawnień oferowanych przez GG Network S.A. w swoim sztandardowym produkcie – komunikatorze Gadu-Gadu. Niemniej jednak, większość z nas chcąc czy nie chcąc korzysta z Gadu. Powodem, dla którego nie odchodzimy od niego są dwa główne czynniki – jego popularność oraz wciąż niewielka popularność Jabbera.

Czym jest Jabber?

Jabber, pracujący w oparciu o protokół będący otwartym standardem XMPP działa na zasadzie sieci rozproszonej. Każdy kto dysponuje domeną Internetową może postawić sobie swój własny serwer Jabbera i rozmawiać z innymi użytkownikami Jabbera na całym świecie.

Identyfikator w Jabberze, tzw. JID, ma postać konto@domena – czyli analogicznie do adresów email. Użytkownik łączy się do swojego serwera Jabber. Nie ma serwera globalnego. Nie zdarzy się zatem sytuacja, jaka ma miejsce w sieci Gadu Gadu, kiedy padają ich serwery i w całej Polsce nikt nie może rozmawiać na Gadu.

Serwerów Jabberowych oferujących darmowe konta jest dużo w Internecie. Wielu operatorów hostingowych którzy nie chcą zostawać w tyle, oferuje dla hostowanych u nich naszych domen, jednoczesną obsługę już nie tylko poczty, ale również Jabbera – przykładem jest ovh.pl.

Trzeba jeszcze nadmienić, że Jabber, pomimo braku intensywnego wzrostu użytkowników – nie jest w odwrocie. Protokół XMPP jest powszechnie uważany za bardzo dobry i niedoceniany. Ogólny trend Instant Message’ingu jest taki, że powstające komunikatory nie wymyślają już nowych, zamkniętych protokołów, tylko opierają się o XMPP. Oznacza to, że każdy nowo powstały komunikator będzie w stanie „rozmawiać” z naszym. Jeśli nie będzie – ma niewielkie szanse, żeby wogóle zostać zauważony.

Każdy z nas ma już konto Jabber w Google

Od jakiegoś czasu Google udostępnia nam coraz to więcej nowych usług, które w świetny sposób integrują się ze sobą. Ktoś kto zakłada sobie konto pocztowe w Googlach, automatycznie dostaje do dyspozycji konto w Google Talk, który jest w pełni zgodny z protokołem XMPP. Komunikatora tego można używać z poziomu Gmaila (Chat). Nie jest to jednak zbyt praktyczne. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby podłączyć się do tego konta z komunikatora w postaci programu zainstalowanego na naszym komputerze.

Konfiguracja Google Talk w Pidginie

Pidgin może jednocześnie obsługiwać wiele protokołów, a nawet wiele instancji takich samych protokołów. Możemy dzięki temu w jednym pracującym Pidginie mieć jednoczesny dostęp przykładowo do naszego konta Gadu-Gadu, konta na jakimś serwisie Jabberowym oraz Google Talk. Jak to zrobić?

W oknie Pidgina wybieramy z menu pozycję Konta / Zarządzaj:

Naciskamy Dodaj:

I przeprowadzamy właściwą konfigurację:

[nazwa konta] – to sprzed małpki z adresu email :)

[zasób] – warto podać tu inną wartość na każdym komputerze na którym pracujemy – dzięki temu jeśli np. zapomnimy zamknąć komunikator w pracy,  w domu „nie będzie nas rozłączać” i będziemy mogli prowadzić normalne rozmowy.

Jeśli używacie zdjęcia profilu w Google Profileważna uwaga: łącząc się z komunikatora – ikona użytkownika zastąpi tą w Google Profile. Dlatego warto na każdym komunikatorze pamiętać aby to zdjęcie ustawić – inaczej nasze zdjęcie w profilu Google będzie nam znikać.

Google Talk dla konta Google Apps

Jeśli pracujecie na koncie Gmailowym które jest skonfigurowane na Twojej własnej domenie (opis usługi popełniłem w tym wpisie), dobra wiadomość – również możemy skonfigurować sobie Google Talka, ustawienia są następujące:

[nazwa konta] – jak wyżej, czyli to co mamy przed małpką w adresie email

[domena] – nasza domena

Następnie w zakładce Zaawansowane (Advanced), w polu serwer wpisujemy talk.google.com – i to wszystko :)

Bardzo przyjemnym dodatkiem jest możliwość informowania nas przez Pidgina, że mamy nowe maile w Gmailu. Uważam, że to bardzo wygodne. Nowe maile Pidgin pokazuje w następujący sposób:

Integracja aplikacji w obrębie Google

Wspomniałem wcześniej, że Google bardzo fajnie integruje swoje usługi – świetnym przykładem jest pokazywanie statusu Google Talk w jednej z najlepszych aplikacji które oferuje nam Google jak zwykle nieodpłatnie – w Google Readerze (które przybliżyłem we wpisie Internet na bieżąco). Wygląda to tak:

Życzę wszystkim miłego uniezależniania się od Gadu-Gadu! :)

Pozytywne strony Microsoftu

Usłyszałem, że mój blog jest stronniczy. Wszędzie tylko Linux to Linux tamto, Ubuntu jest fajne, a co Microsoft lub Windows to dziadostwo.

Faktycznie można odnieść wrażenie, że jestem jakimś przeciwnikiem Microsoftu. Au contraire! :) Może nie specjalnie jestem fanem tej firmy – po prostu niezbyt często jest ich za co pochwalić. Sposób w jaki próbują zdobywać rynek, w jaki podchodzą do klienta, licencjonowanie produktów i wiele innych aspektów ich działalności sprawia, że włos mi się jeży na głowie. Chwalę zamiast tego za zwyczaj inną firmę – Google, ale dlatego, że ich metodologia zdobywania rynku bardzo mi się podoba i trzymam za nich jak najbardziej kciuki.

Żeby jednak blog nie był taki całkiem stronniczy, napiszę teraz klika pozytywnych słów o Microsofcie :)

Swojego czasu w jednej z aplikacji Microftu – USB/DVD download tool – znaleziono kod, który został wcześniej opublikowany na licencji GPL. Informacje te zostały potwierdzone przez Microsoft. Mieli w tej sytuacji trzy możliwości – przepisać fragment kodu, wycofać aplikację z rynku lub udostępnić ją na licencji Open Source. Pierwszą reakcją firmy była decyzja o wycofaniu programu z rynku, jednak ktoś ostatecznie podjął decyzję, aby… wypuścić program na licencji GPL.

Uważam, że taka decyzja ze strony Microsoftu jest świetna. W końcu – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nadal brali pieniądze za ich system, pakiet Office oraz specjalistyczne oprogramowanie, a mniejsze narzędzia – udostępniali na takiej licencji. Uważam, że gdyby poszli dalej tą drogą – takich mniejszych narzędzi mogłoby pojawiać się znacznie więcej, pojawiałyby się znacznie częściej (bo w końcu mogli by wykorzystać wszędobylski kod GPL), a społeczność oddanych programistów napewno pomagałaby im łatać dziury w kodzie, których w ich aplikacjach jest bardzo dużo.

Mając darmowe wsparcie ze strony developerów, przychylność związaną z przyklaskiwaniem tej bardzo dobrej metodzie publikacji programów zyskali by dużo więcej, niż tylko korzyści materialne, które to moim zdaniem byłyby całkiem wymierne.

Drugim tematem, za który chciałbym ich pochwalić jest produkt Bing – czyli wyszukiwarka Internetowa. Jest szybka i znacznie bardziej dopracowana niż ich poprzednia wyszukiwarka – MSN Search. Wyszukiwanie nie jest tak inteligentne jak to które oferuje konkurencja, ale produkt jest już całkiem używalny. Usługę tą Microsoft integruje już z produktami innych firm – np. z Twitterem. W mojej opinii jest to krok milowy.

Smutne jest jednak to, że wypuszczenie ów wyszukiwarki było podyktowane jedynie względami walki z konkurencją – Google. CEO Microsoftu, Steve Ballmer, w swoich wypowiedziach pokazał już nie raz, jak wielką pogardą obdarza firmę Google i ich podejście do zarabiania i oferowania usług oraz jak bardzo nie znosi pojęcia licencji GPL. Obawiam się więc, że opisane przeze mnie dwa pozytywne aspekty działania tej firmy nie mają szansy na zakorzenienie się w polityce Microsoftu jak długo obecny CEO będzie pełnił swoją funkcję.

CEO Microsoft, Steve Ballmer

Wszystkie znaki towarowe i nazwy firm wymienione w tym wpisie zostały użyte tylko w celach informacyjnych i należą do ich właścicieli

Starsze wpisy »